przed lustrem

Aby dobrze o sobie myśleć, czyli egotyzm atrybucyjny i dysonans poznawczy

0

Ludzki umysł potrafi zrobić wiele, aby przekonać samego siebie, że jest się inteligentnym i wartościowym człowiekiem. Lubimy mieć dobrą samoocenę i niechętnie przyznajemy się przed samym sobą, że zrobiliśmy coś nieuczciwego albo niemądrego. 

Bardzo znane w psychologii jest zjawisko tzw. egotyzmu atrybucyjnego, polegające na wyjaśnianiu własnych zachowań w taki sposób, aby móc dobrze o sobie myśleć. Kiedy odniesiemy w czymś sukces, twierdzimy, że sami się do tego przyczyniliśmy. Ciężko pracowaliśmy, jesteśmy zdolni, ambitni i dlatego nam się udało. Co innego, jeśli nam się nie uda – wtedy winę zrzucamy na czynniki niezależne od nas. Egzamin był bardzo trudny, egzaminator niesprawiedliwy, mieliśmy pecha, bolała nas głowa itd…  Janusz Czapiński (za: Czapiński, 2001) w swoim badaniu na ponad 6000 respondentów pokazał, jak Polacy tłumaczą ich udany lub nieudany rok. Zasługę za to, że poprzedni rok był udany 84% osób przypisało sobie, 43% losowi (opatrzności), 24% innym ludziom i 12% władzom. W przypadku winy za to, że poprzedni rok nie był udany, tylko 33% przypisało to sobie, 48% losowi, 27% innym ludziom i aż 54% władzom. Podobnie, kiedy spytano od czego zależy ich ogólnie całe życie, a nie tylko poprzedni rok, osoby zadowolone ze swojego życia częściej jako przyczynę wskazywały siebie, natomiast osoby niezadowolone – władze. Z tego powodu, kiedy władze wprowadzają reformę, która jednym ludziom daje korzyści, a innym straty, spotykają się jedynie z niewdzięcznością społeczeństwa, ponieważ pokrzywdzeni bardzo chętnie obwiniają za pogorszenie się jakości swojego życia działania władz, natomiast ci, którzy na reformie korzystają, i tak stwierdzają, że to ich własna zasługa, że im się w życiu polepszyło. Co ciekawe, egotyzm atrybucyjny nie występuje u osób w stanie klinicznej depresji (Raps i in., 1982), co może sugerować, że nieracjonalnie dobre myślenie na swój temat jest konieczne dla naszego zdrowia.

Nasze umysły potrafią zrobić zadziwiająco wiele, abyśmy mogli dobrze o sobie myśleć. Oszukujemy samych siebie, zmieniamy opinię na jakiś temat, a nawet zniekształcamy naszą pamięć po to, aby utrzymać swoją samoocenę. Dla ludzi bardzo nieprzyjemne jest uczucie tzw. dysonansu poznawczego, który powstaje kiedy jednocześnie wystąpią dwa sprzeczne elementy poznawcze (czyli myśli, przekonania, postawy albo opinie). Aby usunąć dysonans poznawczy można zrobić dwie rzeczy: zmienić swoje zachowanie lub zmienić postawę wobec takiego zachowania. Przykładowo, kiedy kserujemy książkę lub ściągamy z Internetu umieszczony przez kogoś skan, jednocześnie występują dwa sprzeczne przekonania: pierwsze – „jestem uczciwym człowiekiem” i drugie „okradam autora”. Wywołuje to dysonans, który można zredukować na dwa sposoby… a właściwie trzy. Pierwszy sposób, to zmiana zachowania, czyli zaprzestanie kserowania książek lub pobierania plików. Drugi sposób, to zmiana postawy wobec takiego zachowania, czyli przekonanie samego siebie, że to wcale nie jest kradzież, że prawo tego nie zabrania, więc to nie jest nic złego albo, że książki są za drogie, żeby je kupować. Istnieje jeszcze trzeci sposób, czyli przyznanie, że nie jest się uczciwym, ale rozwiązanie takie spowodowałoby spadek samooceny, więc bardzo niewiele osób w ten sposób zredukuje dysonans.

W pewnym badaniu (Mills, 1958) spytano uczniów o ich postawy wobec ściągania, a następnie brali oni udział w konkursie, w którym mogli wygrać nagrodę. Podczas konkursu nikt ich nie pilnował w sali, więc mogli do woli ściągać, ale tak naprawdę eksperymentator potajemnie widział, co dzieje się w środku. Mniej więcej połowa dzieci ściągała, a połowa nie. Następnego dnia badacz ponownie spytał uczniów o ich postawy wobec ściągania. Uczniowie, którzy na konkursie ściągali, mieli bardziej pozytywną postawę wobec ściągania niż wcześniej, a ci, którzy nie zdecydowali się skorzystać z okazji, bardziej negatywną niż wcześniej. Obie grupy uczniów zmieniły swoją postawę wobec ściągania, tak aby dobrze myśleć na swój temat. Przekonanie „jestem uczciwym człowiekiem, a jednocześnie ściągałem, co jest nieuczciwe” wywołuje dysonans, dlatego osoby, które ściągają, tłumaczą sobie, że wcale nie jest to niczym złym, bo inni też tak robią, bo jakby chcieli, żebyśmy nie ściągali, to by nas lepiej pilnowali, bo egzamin jest za trudny, żeby go zdać bez ściągania itd. Na pewno znasz takie tłumaczenia z własnego doświadczenia. Dzięki nim można nieuczciwie ściągać a jednocześnie nadal myśleć o sobie dobrze. Ci, którzy nie ściągają, czuliby się natomiast niekomfortowo, mając świadomość, że nie skorzystali z okazji i jednocześnie uważając, że nie jest to niczym złym. Wolą więc mieć przekonanie, że ściąganie jest złe, a oni są uczciwi i dlatego nie ściągają.

W innym badaniu (Aronson, Mills, 1959) studentki zostały zaproszone do grupy zajmującej się psychologią seksu, ale aby się do niej dostać, musiały zdać test. Część badanych w ramach egzaminu wstępnego musiała przeczytać na głos listę pięciu słów o zabarwieniu seksualnym, natomiast druga część przeczytać na głos listę dwunastu obscenicznych słów oraz fragmenty powieści opisujące sceny seksualne. Następnie, studentki, nowo przyjęte do grupy na temat psychologii seksu, usłyszały dyskusję jaka się właśnie tam toczyła. Okazało się, że dyskusja dotyczyła zachowań seksualnych u bezkręgowców. Uczestnicy dyskusji jąkali się, często sobie przerywali, nie kończyli rozpoczętych zdań, wypowiadali rozwlekle i strasznie nudno. Jednym słowem koszmar. Nikomu normalnemu nie powinno się takie coś podobać. A jednak… Po wysłuchaniu dyskusji, studentki oceniały ją. Te studentki, które musiały zdać trudniejszy test, aby dołączyć do grupy, oceniały dyskusję lepiej. Wydawała im się ona znacznie ciekawsza niż tym studentkom, które musiały zdać łatwiejszy test. Jak można takie nieracjonalne oceny wytłumaczyć? Ano dysonansem poznawczym. „Przeszłam taki trudny test, żeby potem słuchać jak jacyś nudziarze jąkają się i gadają bzdury o robalach?” Taka myśl byłaby frustrująca, dlatego badane przekonały same siebie, że dyskusja była interesująca i warto było się dla niej tak poświęcić. Inni badacze w podobnych eksperymentach (Gerard, Mathewson, 1966 za: Tavris, Aronson, 2008) uzyskali takie same wyniki. Im trudniej dostać się do grupy i im większy wysiłek trzeba ponieść, aby się dostać, tym wydaje się ona bardziej atrakcyjna. Przykładowo, jeśli włożysz dużo wysiłku w naukę do matury, prawdopodobnie bardziej będzie podobać ci się kierunek, na który się dostaniesz, niż gdybyś do matury uczył się mało.

Teoria dysonansu została zbadana już przez wielu psychologów i tłumaczy bardzo wiele różnych zachowań. Jedne z pierwszych badań, które uwidoczniły, jak działa dysonans poznawczy przeprowadził Michael Kahn w 1966 r. Wyszedł on z założenia, że możliwość wyładowania złości na osobie, która nas skrzywdziła powinna zmniejszyć złość i chciał sprawdzić tę hipotezę eksperymentalnie. Rzekomo na potrzeby eksperymentu medycznego badał studentom stopień pobudzenia fizjologicznego i ciśnienie krwi. Podczas badania był niemiły, rozdrażniony i obrażał matki badanych, co u każdego wywołało złość, o czym świadczył gwałtowny wzrost ciśnienia krwi. Połowa badanych miała potem możliwość wyładowania złości opowiadając o zachowaniu badacza szefowi laboratorium, a druga połowa nie miała takiej możliwości. Kahn przewidywał, że ci, którzy będą mieli okazję wyładować złość na badacza, skarżąc się jego szefowi, będą potem odczuwać wobec niego mniejszą złość, niż druga grupa. Okazało się jednak, że było zupełnie na odwrót. Ci, którzy mogli wyładować złość, byli potem jeszcze bardziej na niego źli. Ich ciśnienie krwi po naskarżeniu szefowi laboratorium było wyższe niż przed poskarżeniem się, natomiast ciśnienie krwi u osób z drugiej grupy szybko wróciło do normy. Dlaczego tak się stało, dobrze tłumaczy teoria dysonansu. Osoby, które opowiedziały szefowi laboratorium o zachowaniu jego przełożonego, były przekonane, że ściągnęły na niego poważne kłopoty. Myślenie o sobie, że jest się dobrym człowiekiem, a jednocześnie ściągnięcie na innego człowieka kłopotów wywołuje dysonans poznawczy. Aby usunąć ten dysonans, ludzie w takich sytuacjach tłumaczą sobie, że dana osoba zasłużyła na to, aby stworzyć jej problemy. Dlatego, jeśli kogoś skrzywdzimy, jeszcze bardziej go nie lubimy i mamy ochotę skrzywdzić go jeszcze bardziej. Tak samo działa to w drugą stronę. Jeśli komuś pomożemy, wzrasta nasza sympatia do danej osoby. Przekonanie, że pomogło się komuś, kto nie zasłużył na pomoc, wywołałoby dysonans poznawczy, dlatego tłumaczymy sobie, że skoro komuś pomogliśmy, znaczy to, że jest to porządny człowiek, któremu warto było pomóc.

Często odczuwamy też w naszym życiu tzw. dysonans podecyzyjny, będący szczególną postacią dysonansu poznawczego. Objawia się on wątpliwościami co do słuszności podjętej już decyzji, np. zakupu jakiegoś produktu. Również jest on nieprzyjemny, więc na różne sposoby próbujemy go zlikwidować. Jednym ze sposobów jest zmiana oceny produktu, na który się zdecydowaliśmy. W pewnym badaniu (Tyszka, Sokołowska, 1996 za: Tyszka, 1999) uczniowie szkoły średniej oceniali długopisy, a tydzień później poinformowano ich, że w zamian za pomoc w badaniu, mogą wybrać dla siebie jeden z trzech ocenianych przez siebie wcześniej długopisów. Zanim dostali wybrany długopis, byli proszeni o ponowną ocenę tych trzech, spośród których mogli jeden dla siebie wybrać. Jeżeli trzy długopisy, spośród których mogli jeden wziąć, dostały od badanego bardzo zbliżone oceny tydzień wcześniej, miał on trudny wybór. Co więc robił badany, żeby ułatwić sobie wybór i żeby być z niego zadowolonym? Zmieniał oceny tak, żeby długopisy bardziej się od siebie różniły. Ocena wybranego długopisu dostawała wyższe oceny niż tydzień wcześniej, a niewybranego niższe niż tydzień wcześniej.

Inne badania (Knox, Inkster 1968) pokazały, że już po podjęciu decyzji jesteśmy bardziej pewni, że jest ona właściwa niż tuż przed podjęciem jej. Pytano ludzi stojących w kolejce do zakładu bukmacherskiego na wyścigach konnych, jak bardzo pewni są, że koń, którego chcą obstawić, wygra. O to samo pytano tych, którzy właśnie postawili pewną sumę na któregoś konia. Ci, którzy właśnie odeszli od okienka, byli bardziej pewni, że ich decyzja jest właściwa niż ci, którzy jeszcze tych kilku dolarów nie wydali. Mało kto chciałby mieć przekonanie, że wydał pieniądze na konia, co do którego nie jest pewny, czy wygra. „Skoro wydałem pieniądze na tego konia, to znaczy, że wiem, że wygra” – dzięki takiemu myśleniu, możemy mieć lepsze mniemanie o sobie.

Ciekawe, że wiedza o istnieniu dysonansu poznawczego i o tym, jak on działa, nie zawsze redukuje naszą tendencję do usuwania go za wszelką cenę. Jak relacjonuje Elliot Aronson (Tavris, Aronson, 2008), studentki, biorące udział w badaniu na temat trudności dostania się do grupy i postrzegania jej atrakcyjności, dowiedziały się po zakończeniu eksperymentu, na czym on polegał i co badał. Wszystkie osoby, które przeszły surowszą procedurę inicjacji do grupy, zrozumiały teorię dysonansu poznawczego, przyznały, że jest interesująca i że zapewne większość ludzi zachowałaby się zgodnie z tą teorią, ale akurat nie one. Każda z nich twierdziła, że naprawdę spodobała im się ta dyskusja i w ich przypadku nie miało to żadnego związku z trudnym zadaniem, jakie musiały wykonać na początku.

Nawet osoby, które bardzo dobrze znają teorię dysonansu, czasami mu ulegają. Elliot Aronson, opowiada w swojej książce (Tavris, Aronson, 2008) historię o tym, jak kupił swój pierwszy dom. Zanim zdecydował się z żoną na zakup konkretnego domu, długo się zastanawiali, czy kupić dom blisko uniwersytetu, który znajdował się jednak w przemysłowej dzielnicy, więc ich dzieci nie miałyby się gdzie bawić, czy może dom na przedmieściach, znacznie dalej od uczelni, ale za to blisko jeziora. Zdecydowali się w końcu na dom na przedmieściach. Wkrótce po zakupie domu, Elliot przywiózł do domu nowo zakupiony kajak. Dopiero rozbawienie jego żony zwróciło mu uwagę, że jest środek zimy i minie kilka miesięcy, zanim będzie można pływać kajakiem. Ewidentnie potrzebował jednak potwierdzenia, że jego decyzja o zakupie domu właśnie tam była słuszna.

Przy okazji dysonansu poznawczego wspomnę, że nie wszyscy ludzie robią wszystko co w ich mocy, aby móc dobrze o sobie myśleć. Osoby z niską samooceną czasami za wszelką cenę starają się o sobie myśleć źle. Dzieje się tak dlatego, że oprócz do tzw. autowaloryzacji, czyli podwyższania dobrego mniemania o sobie ludzie automatycznie dążą także do autoweryfikacji, czyli spójnego obrazu samego siebie. Nie lubimy zmieniać swojego obrazu. Kiedy osoba mająca niską samoocenę, uważająca siebie za beznadziejną, niezdolną i mało inteligentną odniesie sukces, na przykład bardzo dobrze wypadnie w trudnym egzaminie, zaczyna odczuwać dysonans poznawczy. Z jednej strony uważa siebie za mało inteligentną, a z drugiej strony, powodzenie na egzaminie mówi coś zupełnie odwrotnego. Co zrobić z takim nieprzyjemnym dysonansem? Można byłoby zmienić mniemanie o sobie i o swojej niskiej inteligencji. Wielu ludzi z niską samooceną nie chce jednak zmieniać obrazu samego siebie i woli stwierdzić, że sukces był wynikiem szczęścia albo że egzamin wcale nie był taki trudny. Dzięki temu nadal mogą myśleć o sobie źle.

Ale wróćmy do przeciętnych ludzi, którzy chcą myśleć o sobie dobrze. Jak już wspomniałam kilka akapitów wyżej, w utrzymywaniu naszej wysokiej samooceny pomaga nam też nasza wybiórcza pamięć. Ogólnie, analiza pamiętników pisanych przez uczestników badań pokazuje, że lepiej przypominamy sobie przyjemne wydarzenia ze swojego życia niż nieprzyjemne (Skowronski, Betz, Thompson, Shannon, 1991). Łatwiej też przypominamy sobie pozytywne informacje na swój temat niż negatywne. W pewnym badaniu (Sedikides, Green, 2000) ochotnicy wypełniali test osobowości, a następnie dostawali informację zwrotną z listą 32 zachowań, jakich można się na podstawie testu po nich spodziewać. W rzeczywistości, informacja zwrotna była z góry przygotowana i nie miała żadnego związku z ich odpowiedziami w teście. Badani dostawali pozytywne informacje na swój temat, np. „umiesz dotrzymywać obietnic”; „zaopiekowałbyś się dzieckiem sąsiada, gdyby opiekunka nie mogła przyjść”; „nigdy nie przechwalasz się swoimi osiągnięciami” oraz negatywne, np. „często narzekasz, jak dużo masz do zrobienia”; „nie pożyczyłbyś notatek choremu koledze”; „pracodawca nie mógłby na tobie polegać, gdyby jakieś zadanie musiało zostać wykonane na czas”. 2,5 minuty po przeczytaniu informacji zwrotnej, badani mieli za zadanie wypisać wszystko co zapamiętali. Jak łatwo się domyśleć, przypominali sobie więcej zachowań dobrze o nich świadczących niż tych, które źle o nich świadczyły. To, że test psychologiczny wykazał, że umiem dotrzymywać obietnic warto zapamiętać, ale że nie można na mnie w pracy polegać? …nie, to jest nieistotne, można z głowy wyrzucić już po dwóch minutach.

Inny przykład pokazujący, jak nasza pamięć pomaga nam w utrzymywaniu dobrego mniemania o sobie pochodzi od holenderskich badaczy (Lemmens, Knibbe, Tan, 1988), którzy poprosili ochotników o zapisywanie codziennie przez 14 dni, ile alkoholu wypili każdego dnia oraz na koniec każdego tygodnia pytali, ile wypili w ciągu całych siedmiu dni. Okazało się, że wiele osób na koniec tygodnia było przekonanych, że wypiło mniej, niż wychodziło po zsumowaniu tego, co zapisywali każdego dnia. Ich odpowiedzi cotygodniowe pokazały, że wypili średnio o 22% mniej, niż wynikało z ich dzienników.

Zniekształcenia mające na celu utrzymać dobre mniemanie o sobie można zauważyć także przy ocenie pracy w grupie. Kiedy pracujemy nad czymś we dwójkę i osiągniemy sukces, uważamy, że to my mieliśmy większy wkład w pracę, niż nasz partner. Jeśli natomiast poniesiemy porażkę, stwierdzamy, że to nie my się do tego przyczyniliśmy i zrzucamy winę na partnera. A co jeśli wynik wspólnej pracy jest przeciętny? Wtedy stwierdzamy, że partner spisywał się gorzej niż przeciętnie, ale na szczęście nasze umiejętności są lepsze niż przeciętna i dlatego ogólny wynik pracy zespołu wypadł średnio (Johnston, 1967 za: Greenwald, 1980). Podobnie, kiedy spyta się małżonków, jaki wkład ma każdy z nich w obowiązki domowe, takie jak sprzątanie, robienie śniadania, zajmowanie się dziećmi, przeważnie suma ich deklarowanego wkładu wynosi więcej niż 100%, więc przynajmniej jedna osoba swój wkład przecenia (Ross, Sicoly, 1979). Nawet, jeśli wiemy, że nasz wkład w pracę grupy był większy niż innych członków, w przypadku niepowodzenia mamy skłonność do zrzucania odpowiedzialności na innych (Schlenker, Miller, 1977).

Tekst jest fragmentem mojego ebooka „Wszyscy jesteśmy nieracjonalni”.

Bibliografia:
  1. Czapiński, J. (2001). Szczęście – złudzenie czy konieczność? Cebulowa teoria szczęścia w świetle nowych danych empirycznych. w: M. Kofta, T. Szustrowa (red.), Złudzenia, które pozwalają żyć (wyd. 2, s. 266-306). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  2. Raps, C. S., Reinhard, K. E., Peterson. C. i Amramson, L. Y. (1982). Attributional style among depressed patients. Journal of Abnormal Psychology, 91(2), 102-108.
  3. Mills, J. (1958). Changes in moral attitudes following temptation. Journal of Personality, 26, 517-531.
  4. Aronson, E., Mills, J. (1959). The effect of severity of initiation on liking for a group. Journal of  Abnormal and Social Psychology, 59, 177-181.
  5. Tavris, C., Aronson, E. (2008). Błądzą wszyscy (ale nie ja). Sopot, Warszawa: Smak Słowa i Wydawnictwo SWPS Academica.
  6. Kahn, M. (1966). The physiology of catharsis. Journal of Personality and Social Psychology, 3, 278-298.
  7. Tyszka, T. (1999). Psychologiczne pułapki oceniania i podejmowania decyzji. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
  8. Knox, R. E., Inkster, J. A. (1968). Postdecision dissonance at post time. Journal of Personality and Social Psychology, 8(4), 319-323.
  9. Skowronski, J. J., Betz, A. L., Thompson, C. P., Shannon, L. (1991). Social memory in everyday life: Recall of self-events and other-events. Journal of Personality and Social Psychology, 60(6), 831-843.
  10. Sedikides, C., Green, J. D. (2000). On the self-protective nature of inconsistency-negativity management: Using the person memory paradigm to examine self-referent memory. Journal of Personality and Social Psychology, 79(6), 906-922.
  11. Lemmens, P., Knibbe, R. A., Tan, F. (1988). Weekly recall and diary estimates of alcohol consumption in a general population survey. Journal of Studies on Alcohol and Drugs, 49(2), 131-135.
  12. Greenwald, A. G. (1980). The totalitarian ego: Fabrication and revision of personal history. American Psychologist, 35(7), 603-618.
  13. Ross, M., Sicoly, F. (1979). Egocentric biases in availability and attribution. Journal of Personality and Social Psychology, 37(3), 322-336.
  14. Schlenker, B. R., Miller, R. (1977). Egocentrism in groups: Self-serving biases or logical information processing? Journal of Personality and Social Psychology, 35(10), 755-764.

Może Cię też zainteresować:

Chcesz coś dodać? Pisz :)

Adres e-mail nie będzie publikowany. Przed dodaniem komentarza rozwiąż równanie matematyczne, aby pokazać, że nie jesteś botem.

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.